Maści, alchemiczna przemiana

W dawnych, polskich dworach, szczególnie tych położonych w oddaleniu od miast poczesne miejsce zajmowały tzw. apteczki. Zakładano je, jak wyjaśniał w 1830 roku ówczesny publicysta, Łukasz Gołębiowski dla zdrowia i wygody lub przyjemności – pierwsze jako lekarstwa, drugie jako przysmaki. Pieczę nad takimi apteczkami pełniły panny apteczkowe. Dzięki ich zapobiegliwości, w razie potrzeby zawsze był pod ręką zapas wszelkich ingrediencji, specyałów, łakotek, wódek, octów, esencji, leków.

W mojej domowej apteczce dla zdrowia stoją obok siebie ziołowe nalewki, wyciągi olejowe i glicerynowe, octy, proszki i pigułki ziołowe. A na honorowym miejscu maści. W różnych odcieniach zieleni, żółci i brązu. Na ich tle żywo odcina się intensywnie pomarańczowa maść nagietkowa.
Maść Królowa. Panaceum na wszelkie skórne dolegliwości. Moja ulubiona.

Maści sporządza się na bazie roślin, których substancje czynne dobrze rozpuszczają się w tłuszczach. Największą popularnością cieszą się te wykonane z nagietka lekarskiego, rumianku pospolitego, arniki górskiej, bzu czarnego, dziurawca zwyczajnego, krwawnika pospolitego, gwiazdnicy pospolitej, babki zwyczajnej, żywokostu lekarskiego, świerku pospolitego.

IMG_7271

Prosta maść to nic innego jak mieszanina tłuszczu wraz z rozpuszczonymi w nim substancjami czynnymi ziół oraz składnika zagęszczającego. W zależności od tego jakiego użyjemy podłoża, maści mogą mieć różną konsystencję. Można je robić na bazie olejów, smalcu gęsiego lub wieprzowego, ale również lanoliny, euceryny czy gotowych maści aptecznych np. Linomagu lub popularnej maści z witaminą A. Całość można wzbogacić o dodatkowe składniki: ziołowe wyciągi glicerynowe, nalewki, maceraty octowe, olejki eteryczne czy witaminę E chroniącą tłuszcz przed jełczeniem.

Uwielbiam proste składniki, dlatego moje maści to mieszanina olejowych wyciągów z ziół i ekologicznego wosku pszczelego.

Istnieją dwa sposoby sporządzania maści leczniczych – dla w gorącej wodzie kąpanych oraz dla tych, o cierpliwości godnej buddyjskiego mnicha.

Z pierwszej metody rzadko korzystam. Przede wszystkim wtedy, kiedy czas nagli, a maści, na którą akurat jest pilne zapotrzebowanie nie mam w swoich zapasach. Polega ona na gotowaniu ziół w tłuszczu np. oleju lub smalcu wieprzowym. Może to trwać nawet kilka godzin.
Pod koniec całego procesu, jeśli zachodzi taka potrzeba dodaje się zagęstnik np. wosk pszczeli. Gdy tylko się rozpuści wciąż gorącą mieszaninę przecedza się przez gęstą gazę, a następnie zlewa do wyparzonych słoiczków. Po zastygnięciu maść przechowuje się w chłodnym i ciemnym miejscu. Według takiej receptury wykonałam np. maść z liści bzu czarnego.

IMG_5238

Dużo bardziej lubię metodę dla stoików. Zioła, aby uwolnić swoje cenne składniki potrzebują czasu. Leniwego leżakowania w oleju. Bez pośpiechu i ponaglania. Zielarstwo to dobra szkoła cierpliwości…

Pierwszym krokiem do zrobienia maści jest przygotowanie ziołowego wyciągu olejowego. Rozdrobnione, najlepiej świeże zioła zwilża się delikatnie spirytusem. Alkohol zabezpiecza je nie tylko przed rozwojem mikroorganizmów, ale i przyspiesza ekstrakcję. Następnie surowiec zalewa się ciepłym olejem w proporcji 1:1. Należy podgrzać go w łaźni wodnej do temperatury około 50 stopni Celsjusza. Najlepszy wybór to olej winogronowy, makowy, ryżowy lub krokoszowy ze względu na dobry profil kwasowy. To doskonałe rozpuszczalniki, mało podatne na jełczenie.

Zioła macerujemy w oleju, z dala od źródła światła co najmniej przez dwa tygodnie, a najlepiej miesiąc. Co 2-3 dni potrząsamy słoikiem, aby przemieszać składniki.
Gotowy olej przecedzamy przez sito. Resztki roślinne odciskamy dokładnie przez gazę.
Do olejowego wyciągu ziołowego dodajemy odmierzoną ilość wosku pszczelego i podgrzewamy w łaźni wodnej. Jakich proporcji użyć? Na każde 150 ml oleju przeznaczam około 20 g wosku. Do mieszaniny można dodać witaminę E (na 150 ml oleju około 10 kropli) lub olejek eteryczny (3-4 krople). Po rozpuszczeniu się wszystkich składników gorącą mieszaninę przelewamy do wyjałowionych słoiczków szklanych. Pozostawiamy do wystygnięcia.

olej rumiankowy

Jeśli masz wątpliwości czy konsystencja maści jest wystarczająco dobra możesz zrobić test lodówkowy. Łyżeczkę mieszaniny włóż na około dwie minuty do zamrażalnika. Jeśli po wyjęciu maść okaże się za gęsta dolej więcej oleju. W przypadku gdy konsystencja jest zbyt płynna dodaj odrobinę wosku pszczelego.

Maści mają długi okres przydatności. W chłodnym miejscu np. lodówce można przechowywać je do roku. Bez uszczerbku dla ich leczniczych mocy.

Maść melisowa

Maść melisowa ma właściwości uspokajające, łagodzi stres i rozluźnia napięte mięśnie. Jest doskonała do odprężającego masażu. Koi, wycisza i ułatwia zasypianie. Ujędrnia i wygładza skórę, poprawia jej ukrwienie.

maść z melisy

Maść rumiankowa

Maść rumiankowa regeneruje, wygładza, odżywia i natłuszcza skórę delikatnie ją wybielając. Jest idealna dla cery suchej, dojrzałej i skłonnej do podrażnień. Doskonale leczy wszelkie stany zapalne, odparzenia, otarcia i owrzodzenia. Można jej używać do wieczornego masażu relaksacyjnego.

Tutaj znajdziesz przepisy na przeciwbólową maść z korzenia żywokostu oraz świerkową maść z żywicą 15%.

Własnoręczne sporządzanie maści ma dużo wspólnego z gotowaniem. Z prostych składników po mieleniu, siekaniu, macerowaniu, podgrzewaniu – w ramach iście alchemicznej przemiany powstaje nowa jakość. Profesjonalnie wyglądająca maść. Zrobiona własnymi rękami. Z sercem otwartym na leczniczą moc roślin. Stworzona na miarę naszych potrzeb, z intencją uzdrowienia.

Komentarzy Dodaj swój

  1. Jola napisał(a):

    Dziękuję za kolejną opowieść. Czekałam…zaglądałam tu codziennie (przyznam,że nawet kilka razy). Te „panie apteczkowe” urzekłymnie niezmiernie. Zainspirowała mnie Pani do zgłębiania wiedzy o ziołach i w ogóle do wiary w ich moc. Mam syna- pasjonata przyrody( sześciolatek !). Udział w warsztatach byłby dla niego spełnieniem marzeń. Niestety, za daleko mamy- jesteśmy z warmińsko- mazurskiego. Serdecznie pozdrawiam.
    Jola.

    1. Małgorzata Kowalska napisał(a):

      Dziękuję Jolu :). Czuję, że w każdej kobiecie jest coś z panny apteczkowej. Wierzę, że w naszej krwi płynie zielarska wiedza/zamiłowanie do roślin – scheda po naszych prababkach zielarkach. Wystarczy otworzyć się na tę wiedzę. Małego pasjonata przyrody rozumiem – też zaczynałam mniej więcej w tym wieku 🙂 A na warsztaty zapraszam latem, nie jest aż tak daleko 🙂

  2. Fame Name napisał(a):

    Świetne przepisy. Muszę je wypróbować. 🙂

    1. Małgorzata Kowalska napisał(a):

      Próbuj. Uwaga, wciąga 🙂

  3. Kamila napisał(a):

    Ach! Jestem zachwycona! Szukalam takiego bloga jak Twoj. Niestety mieszkam teraz w centrum miasta ale bedac dzieckiem i nastolatka wychowalam sie posrod pol i lasow i wraz z babcia i mama zbieralam ziola…cudowne wspomnienia i bardzo mi tego brak…ale dzieki blogom takim jak twoj mozna powrocic do natury! Super wpis! bede wracac 🙂

    1. Małgorzata Kowalska napisał(a):

      Kamila, dziękuję 🙂 Zaglądaj jak najczęściej – nawet w centrum miasta można sobie w domu urządzić małą pracownię zielarską i robić ziołowe przetwory. Szczególnie, jeśli w dzieciństwie sprawiało Ci to radość… Trzy pokolenia kobiet zbierających razem zioła – wspaniały widok 🙂

  4. Irena czerwionka napisał(a):

    Byłam dzisiaj na bardzo długim spacerze. Idę sobie, kijkami stukam, wokoło bezkresne pole, 10 stopniowy mróz, bardzo zimny wiatr bezlitośnie smagający policzki i nos. Wracam do domu po godzinie. Cała twarz czerwona, ale po upływie pół godziny wraca do normy. Dlaczego? Bo przed wyjściem popaćkałam twarz maceratem olejowym z nagietka. Zawsze tak robię – jak wychodzę na mróz. Dobry jest też macerat z rumianku lyb z dziurawca, ale ten ostatni nie stosowac w słoneczne dni .

Dodaj komentarz