Sianie jak haftowanie

Lubię mieć kontakt z moimi roślinami od samego początku, od nasiona. I pielęgnować je w zgodzie z naturalnymi cyklami, bez nawozów sztucznych. Sztuczny w moich uszach wybrzmiewa jako fałszywy. Dlatego nie kupuję sadzonek w sklepie. Są obficie podlewane nawozami i środkami ochrony roślin. Żeby kusić nas swoim nieskazitelnym wyglądem.

W tym roku porwałam się z motyką na słońce (co lubię) i postanowiłam znacznie powiększyć mój ziołowy ogród. Nasiona dostałam w prezencie od bliskiej mi kobiety, którą ze względu na dużą różnicę wieku nazywam Ciocią. Nie łączą nas więzy krwi, ale więzy przyjaźni.

Paczkę z zaklętymi w nasionach, wymarzonymi ziołami przywiózł mi listonosz. A w środku same skarby. Zapakowane w papierowe torebeczki nasiona dziurawca, krwawnika, melisy, szałwii, lawendy, lubczyku, tymianku, przywrotnika, serdecznika.

Sianie to dla mnie proces twórczy. Jest jak haftowanie, ścieg za ściegiem, kawałek po kawałku, aż pojawia się obraz – rośliny kiełkują, rosną, zakwitają. Może dlatego wszelkie czynności ogrodnicze kojarzą mi się z czymś głęboko kobiecym. W końcu każda z nas sieje, pielęgnuje i zbiera plon, tyle, że na różnych polach działalności.

Z moimi roślinami pracuję w księżycowym rytmie. Sieję je, pielęgnuję i wysadzam według wskazań kalendarza biodynamicznego. Uważni ogrodnicy nie patrzą tylko w ziemię, ale też w górę, na księżyc. Sieję, gdy księżyca przybywa. Od nowiu do pełni.

Lawendę wysiałam już w lutym. Ta pani ma szczególne wymagania. Nasiona umieściłam w pojemniku z wilgotnym piaskiem. I włożyłam do lodówki na 1,5 miesiąca. Takie przechłodzenie, zwane stratyfikacją jest niezbędne do prawidłowego kiełkowania. Ku memu zaskoczeniu okazało się, że część nasion zaczęła kiełkować już w lodówce. Zawarta w nich siła życiowa jest naprawdę potężna.
Po wyjęciu z lodówki nasiona umieściłam w skrzynce z ziemią. Po dwóch tygodniach zazieleniła się.

Tymianek, szałwię, melisę, lubczyk i przywrotnik wysiałam 9 kwietnia przy rosnącym księżycu w Dniu Liścia. To najlepszy czas na sianie roślin, z których pozyskuje się ziele lub liście.

Małe sadzonki wymagają dużo troski i uwagi. Podlewania i jak najlepszego dostępu do światła słonecznego. Gdy trochę podrosły zaczęłam zasilać je samodzielnie przygotowaną gnojówką z mniszka pospolitego. W rozcieńczeniu z wodą działa stymulująco na wzrost roślin i wzbogaca glebę w potas.

W połowie czerwca, gdy w końcu spadł upragniony deszcz sadzonki posadziłam na grządkach. Dla ziół wieloletnich staną się one domem na najbliższe lata.

Bardzo podoba mi się idea wymieniania się nasionami. Na wsiach, szczególnie tych daleko od szosy, małych i o tradycyjnym charakterze wciąż istnieje zwyczaj przekazywania nasion z pokolenia na pokolenie. To rodzaj rodzinnego dziedzictwa. Wiele odmian można pozyskać wyłącznie w ten sposób, bo nie są zarejestrowane. A to oznacza, że nie ma możliwości kupienia ich w sklepach. Można je otrzymać jedynie w darze lub drogą wymiany.

Od moich rodziców, gdy zakładałam ogród otrzymałam m.in. nasiona pomidorów, które uprawiają na swojej działce od ponad 40 lat. I czosnek. Niezwykle odporny na wszelkie przeciwności czosnkowego losu – szkodniki, suszę, siarczysty mróz.

Każdego roku staram się jak najwięcej nasion pozyskać samodzielnie. Dokładnie je suszę, wsypuję do papierowych torebek i pieczołowicie układam w drewnianej skrzyni na strychu. To mój posag na przyszły rok…

A Ty zbierasz nasiona? A może chciałabyś się nimi wymienić z innymi?

Dodaj komentarz