„Receptariusz ziołowy” – jak możesz z niego korzystać

Doskonale pamiętam dzień kiedy Mama zapisała mnie do osiedlowej biblioteki, a ja wypożyczyłam moją pierwszą w życiu książkę – „O wróbelku Elemelku”. Nauczyłam się płynnie czytać w wieku 5 lat. Od tamtego czasu książki stały się moimi wiernymi towarzyszami. Przez całe lata stanowiły dla mnie świętość. Zanim wzięłam je do ręki myłam ręce, byle broń Bogini, nie pozostawić na nich lepkich śladów po dopiero co zjedzonej kanapce z miodem, uważałam, aby nie zaginać rogów, z namaszczeniem okładałam je gazetą. Podkreślanie czegokolwiek w książce, czy zapisywanie na marginesach jawiło mi się jako istne świętokradztwo. Aż w końcu nadszedł dzień, kiedy zaczęłam głęboko zastanawiać się, czy książki są dla mnie, czy ja dla nich. I zaczęłam najpierw nieśmiało podkreślać w nich ważne dla mnie zdania, a potem robić zapiski. Dziś czynię tak bez najmniejszego żalu, a niekiedy, na wspomnienie dawnych lat, wręcz z dziką satysfakcją. Im bardziej cenię jakąś książkę, tym bardziej jest popisana w środku.Wiem jednak, że część z Was (tak, rozmawiam na ten temat) wciąż ma skrupuły przed robieniem notatek bezpośrednio na stronach czytanych książek. Dlatego zadbałam, aby w mojej księdze „O czym szumią zioła” na końcu znalazło się kilkanaście stron dedykowanych wyłącznie notatkom.
I wtedy pojawił się też pomysł na stworzenie „Receptariusza ziołowego”. Książki nie tylko do czytania, ale i zapisywania. Ze stronicami przeznaczonymi na własne przepisy ziołowe lub kulinarne, albo po prostu zielarskie przemyślenia i pomysły (ja mam ich całe mnóstwo).

Okładka

Szuflady Twojego kuchennego kredensu i biurka wypełnione są karteczkami z zapiskami, które skrywają się w najciemniejszych zakamarkach, wtedy, gdy są Ci najbardziej potrzebne?
Doskonale Cię rozumiem. Sama mam okropny zwyczaj zapisywania moich pomysłów w biegu, na tym, co tylko znajdę pod ręką. Małych karteluszkach, rachunkach, a nawet paragonach.

Liczący 216 stronic „Receptariusz ziołowy” pozwoli Ci je uporządkować i uwiecznić w jednym miejscu. Pomocny będzie w tym spis treści, który został przygotowany w ten sposób, abyś mogła samodzielnie go uzupełniać. To ułatwi Ci znalezienie zapisanych przez Ciebie receptur, które przy okazji znajdą się w doborowym gronie ziołowych przepisów z XIX i XX wieku.
Na stronie przedtytułowej znajdziesz miejsce na wpisanie swoich danych. To taki ukłon w stronę potomnych – Twój Receptariusz jako pamiątka.

Środek Receptariusza został wydrukowany na lekko kremowym, grubszym papierze o gramaturze 100 g. Nie tylko łatwo pisze się po nim długopisem, ale i zapiski nie prześwitują na drugą stronę.
Poszukiwanie takiego papieru zajęło mi mnóstwo czasu, ale było warto.
Zadbałam też o szczegóły – trzy tasiemki w różnych kolorach, którymi zaznaczysz ważne dla siebie strony.

„Receptariusz ziołowy” – spis treści

Receptariusz jest nie tylko klejony, ale i szyty. Dzięki temu dobrze się otwiera, co jest niezmiernie ważne przy robieniu notatek. Twarda, imitująca cienki len okładka powleczona jest cienką warstwą matowej folii, co sprawia, że jest odporna na wilgoć i zabrudzenia. Dzięki temu bez obaw możesz korzystać z Receptariusza w kuchni.
Dzięki wysokiej jakości wykonania będzie służył Ci przez lata, co pięknie wpisuje się w moje wartości etyczne. Poszanowanie środowiska i zasobów.
Oprócz ozdobionych kwiatowymi grafikami stron na zapiski znajdziesz w nim również moje opowieści o zielarskim dziedzictwie kobiet zaklętym w starych kajetach oraz receptury na dawne remedia. Pięknie ozdobione zdjęciami w stylu vintage.

Kilka osób zapytało mnie, na ile można z nich skorzystać. Przepisy potraktowałam bardziej jako inspirację do własnego tworzenia, a nie odtwarzania 1:1. Nie chciałam ich modyfikować i celowo zostawiłam dawne jednostki miar. Zależało mi, aby „Receptariusz” przypominał stary, zielarski kajet, abyś trzymając go w dłoniach mocno poczuła ducha dawnych czasów. Powiew zielarskiej historii. Czasem sobie myślę, że powinnam sprzedawać go w zestawie z gęsim piórem 🙂

Jednak jeśli chcesz to większość przepisów z „Receptariusza” możesz z łatwością odtworzyć np. na krążki, kołaczyki, morsele, poduszeczki, wyżętki, galaretki, powidełka itd.
Część tych ziołowych leków wciąż sporządzam w mojej zielarskiej pracowni. I sprawia mi to mnóstwo radości.

Powidełka (Electuaria) to dawna postać leku, powstała przez zmieszanie sproszkowanych ziół z powidłami śliwkowymi w takiej ilości, aby powstała na pół płynna masa, która, jak zaznaczano, ważne „by jednak z nachylonego naczynia nie wyciekała”. Najczęściej do zrobienia powidełek używa się proporcji: 1 łyżeczka sproszkowanych ziół na 1 łyżkę powideł. Powidełka ziołowe przygotowuje się przede wszystkim z myślą o dzieciach. Ich dobry smak i odpowiednia konsystencja sprawiają, że łatwiej dają się skusić na roślinną kurację.

powidełka ziołowe
powidełka ziołowe

Dawniej wielkim powodzeniem cieszyły się powidełka z owoców kruszyny o działaniu przeczyszczającym, moczopędne z zielem nawłoci, przeciwreumatyczne na bazie kory wierzby czy po prostu zwiększające apetyt dla niejadków.

W Receptariuszu znajdziesz też informacje o tym, jak je przechowywano:„Elektwarze wkładają się i wydają się chorym zazwyczaj w słoiku ze szkła zielonego lub w takiémże naczyniu glinianém, jeżeli przeznaczone są dla ludzi biednych, w słoiku zaś porcelanowym, jeżeli służyć mają bogatym. Nakrywają się one papiérem nawoskowanym, a jeżeli owa miazga lekarska zawiera w sobie jakie istoty lotne: wtedy słoik zatyka się korkiem, ten zaś tak dobrze jak papiér woskowany nakrywa się jeszcze papiérem barwistym”.

Innym starym preparatem ziołowym, o którym przeczytasz w Receptariuszu są galarety (Gelatinae). Dawniej do sporządzania „galarety, jako basis, używało się albo tkanek zwierzęcych, dających klej (nóżki cielęce), albo istot roślinnych, zawierających wiele skrobi, gumy itp. albo też świeżych soków owocowych, które zawierają krzepnik (pektynę) […] Dla dodania do galarety środków lekarskich trzeba ją rozrzedzić przez ogrzanie, wymieszać ze środkami przepisanemi i pozostawić do ostudzenia. […] Z powodu niemożności ścisłego dawkowania, środki silnie działające nie mogą być przepisywane w postaci galaret”.

Te bezpieczne dawkowano „łyżeczkami do herbaty” i zalecano:

  • jako lek ochładzający,
  • jako postać leku dogodna w takich cierpieniach, przy których jest utrudnione łykanie, a płyny wywołują kaszel.

Dzisiaj najczęściej przygotowuje się je na bazie żelatyny. Jeśli jesteś weganką to nic straconego. Możesz sporządzić je na bazie wodorostów (agar, karagen) lub pektyn, które rozpuszcza się w gorącej wodzie. Następnie do gorącego płynu dodaje się suche, zmielone na proszek lub świeże, rozdrobnione zioła. Całość miesza się i zagotowuje. Tak sporządzony wywar przelewa się do słoików, a następnie odstawia w chłodne miejsce do zastygnięcia.

galaretka rumiankowa

Galaretki ziołowe można stosować wewnętrznie i zewnętrznie. Z reguły zażywa się je w dawce 3 razy dziennie po 1-2 łyżki. Zawarte w nich substancje koloidalne tworzą cienką warstewkę na powierzchni naszych błon śluzowych. Chronią je w ten sposób przed czynnikami drażniącymi – łagodzą stany zapalne gardła, krtani, żołądka czy jelit. Są środkiem pomocniczym, powlekającym przy wrzodach.

Wiosną, gdy tylko pierwsze młode pokrzywy, liście mniszka i krwawnika wychyną z ziemi nic nie może mnie powstrzymać od zrobienia z nich soku. Soki wyciśnięte z ziół to prawdziwa esencja ich leczniczej mocy. Bogate w witaminy, sole mineralne i cenne składniki odżywcze zawierają związki biologicznie czynne w niezmienionej postaci. Jesienią wyciskam soki z soczystych korzeni mniszka i łopianu.

Dawniej soki zwano wyżętkami albo wyżęcinami (Succi herbarum recens expressi), ponieważ były „wyciśnięte, czyli wyżęte” z różnych części roślin. By je przygotować należało zebrać odpowiednie części roślin, które „naprzód opłukują się wodą w rzeszocie, a potém drobno pokrajane w moździerzu marmurowym (lub drewnianym) ubijają się na miazgę za pomocą tłuczka drewnianego; po czém miazga ta wkłada się do worka płóciennego, a ten albo się wyżyma rękoma, jeżeli rzecz ta dzieje się w pomieszkaniu chorego, alboli téż, jeżeli się to odbywa w pracowni lekowniczéj, sok wyciska się z miazgi przerzeczonéj za pomocą tłoczni ręcznéj”.

korzeń mniszka

Szczególnie urzekła mnie metoda ich podawania: „Zazwyczaj zalecamy chorym, żeby taki sok wypijali codziennie, z rana na czczo, przechadzając się pod gołém niebem […] Nieraz każemy chorym po każdém zażyciu wyżętka według potrzeby popijać winem, rosołem lub serwatką.”
I co ważne oraz wciąż aktualne „Z powodu łatwego psucia się soków roślinnych przyrządza się je zawsze na świeżo, w ilościach małych na jedną lub dwie dawki”.

Z dawnych przepisów chyba najbardziej uwiodły mnie ziołowe poduszeczki i materacyki lekarskie (Pulvini herbis salutaribus farti c. pulvini medicati). Nie zdradzę Ci jednak, co kryje się pod tymi nazwami.

Pragniesz dowiedzieć się więcej o dawnych ziołowych lekach – cukrosmażkach, morselach, krążkach, kołaczkach, zachowkach? Masz chęć zapisywać własne receptury, a i bliskie jest Ci dziedzictwo naszych Przodkiń? Wciąż jeszcze możesz kupić „Receptariusz ziołowy” w przedsprzedaży.
TYLKO DO 25 LISTOPADA DO GODZ. 24:00 MOŻESZ NABYĆ GO W NIŻSZEJ CENIE.

Bukiet ziołowych inspiracji w Twojej skrzynce

Zapisz się na newsletter
i odbierz darmowy rozdział mojej książki „O czym szumią zioła”

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych powyżej danych w celu otrzymywania newslettera oraz na otrzymywanie informacji handlowych i marketingowych o ziołowych warsztatach i produktach.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.