Pierwsza zasada mojego zielarskiego kodeksu etycznego brzmi: Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a potem poproś o coś dla siebie…
Znajomość nazwy, cech niezbędnych do prawidłowego oznaczenia gatunku to zaledwie pierwszy krok. Z roślinami jest podobnie jak z ludźmi, by je poznać nie wystarczy tylko znać ich z imienia.
Budowanie głębszej zażyłości wymaga czasu i zaangażowania się.
Rośliny, w przeciwieństwie do ludzi, żyją w ciszy. Opowiadają o sobie nie poprzez słowa, ale kolor, kształt, zapach, smak, fakturę.
Nie poznasz ich w ciągu jednego dnia, to proces rozciągnięty na wszystkie pory roku, a może i całe życie. Dopiero długotrwałe przebywanie z nimi, czułe, pozbawione trucizny antropocentryzmu obserwowanie każdego etapu ich rozwoju, rodzi więź.
Od dziecka jestem nieustannie ciekawa roślin. Trudno zliczyć ile czasu spędziłam w towarzystwie tych zielonych istot. Fascynujących swoją tajemniczością i odmiennością.
Za każdym razem kiedy ruszam na łąki, do lasu, gdy zbieram zioła wsłuchuję się w ich historie…
O tym, ile szczęścia doświadczyły pławiąc się w ciepłych promieniach słońca, rozkoszując się ożywczymi kroplami wiosennego deszczu lub delikatną pieszczotą wiatru w upalny dzień.
Bo każda roślina ma swoją opowieść…
Chcesz się w nie wsłuchać?
ZOBACZ dwa tomy mojej książki „O czym szumią zioła”.

Zioła nie są towarem, a przyroda darmowym, zielonym hipermarketem.
Miejscem, gdzie można iść i brać bez refleksji, szacunku i umiaru. Konsumować bez opamiętania.
Podczas zbiorów weź jedynie tyle, ile jest Ci potrzebne.
Nigdy nie zrywaj ziół znajdujących się pod ochroną, ani ze stanowisk, gdzie jest ich niewiele. Za każdym razem zadbaj o to, aby mogły się odrodzić.
Jeśli pragniesz zebrać korę nie ścinaj i nie rań gałęzi. Szukaj okazji – skorzystaj z miejsc, gdzie dokonano już wycinki lub wykorzystaj gałęzie połamane przez wiatr.
W trakcie wykopywania kłączy i korzeni dokładnie przemyśl, ile ich potrzebujesz. Pozostałe fragmenty włóż z powrotem do ziemi i zakop. Szansa, że dadzą początek nowej roślinie jest bardzo duża.
Nie pozyskuję soków z drzew. Czuję, że należą do drzewa, są niczym życiodajna krew, której dopływ zapewnia im dobry start na wiosnę, witalność i doskonałą kondycję aż do momentu, kiedy koło czasu się obróci i drzewo znów pogrąży się w zimowym śnie.
Zbiór soku naraża zdrowie drzew, może prowadzić do infekcji grzybowych, nadmiernej jego utraty, osłabienia, a nawet obumarcia drzewa.
Jeśli korzystasz z ziół z upraw, sięgaj po te pielęgnowane ekologicznie, z poszanowaniem delikatnej tkanki życia. Niechaj uzdrawiają nie tylko Ciebie, ale i ziemię.
Bądź uważna/y na to, co wspierasz swoimi wyborami…

Z roślinami leczniczymi jest podobnie jak z jedzeniem.
W obu przypadkach najlepiej kierować się zasadą sezonowości i lokalności.
Zbieram tylko te zioła, które rosną w pobliżu mojego gospodarstwa lub w ogrodzie.
Wierzę, że to, co jest mi potrzebne jest na wyciągnięcie ręki, a lekarstwo na trapiące mnie dolegliwości znajdę w najbliższej okolicy.
Nie czuję potrzeby korzystania z ziół z najodleglejszych zakątków świata. Moda na zioła chińskie, ajurwedyjskie, czy z Ameryki Południowej pociąga za sobą transport na duże odległości i płynące z niego konsekwencje.
Nie mam też pewności, czy pozyskiwanie tych ziół nie odbywa się w sposób rabunkowy, ze szkodą dla lokalnego środowiska i pogwałceniem praw miejscowych społeczności.
Czy nie wiąże się z wyzyskiem ludzi i ziemi.
Jakość tych ziół często też pozostawia wiele do życzenia. Nie tylko bywają niewłaściwie suszone, ale jak pokazują wyniki badań, mogą być skażone metalami ciężkimi i pozostałościami pestycydów.
Wierzę w teorię, która mówi, że zioła ewoluowały wraz z nami i to, co rośnie blisko, wokół nas najbardziej nam sprzyja. Pozostaje w usankcjonowanej przez wieki harmonii z naszym organizmem.

Zauważyłaś/eś, że w większości przypadków, aby zebrać jakąś roślinę trzeba przed nią przyklęknąć, pokłonić się? Czuję, że nie bez powodu. To okazja, aby poprosić o możliwość skorzystania z niej i wyrażenia wdzięczności, za to, że możesz czerpać z jej uzdrawiających mocy.
W kulturach tradycyjnych dbano o zachowanie równowagi pomiędzy braniem a dawaniem.
Za każde ścięte drzewo, zebrane kwiaty, czy owoce starano się zadośćuczynić, pozostawiano rekompensatę, dziękczynny dar.
Czym może on być we współczesnym świecie? Jak możesz odwdzięczyć się roślinom za ich szczodrość? Sposobów jest wiele – zakładanie łąk kwietnych, ochrona ginących pod naporem herbicydów tzw. chwastów, sadzenie drzew, nieużywanie środków ochrony roślin w ogrodzie, angażowanie się w aktywizm ekologiczny, który jest niczym innym jak „czynszem płaconym światu”.
Odczuwam głęboką tęsknotę za czasami, gdy rośliny, ze względu na wielość znaczeń i symbolikę jaką w sobie niosły, uznawane były za nietykalne i święte, a świat przepełniony był codzienną magią i zachwytem.
Gdy przyroda była traktowana jak sanktuarium, a nie towar – zbiór zasobów do wycięcia, do zerwania, do zjedzenia, do zmeliorowania, do zabetonowania, do zadeptywania.
Zanim jeszcze, to co żywe, bujne i dzikie pochłonął wiecznie nienasycony potwór kapitalizmu, przetrawił w swoich trzewiach i wydalił jako produkt do kupienia.
Dawniej głęboką pracą z roślinami zajmowały się osoby wyjątkowe, wiedźmy, akuszerki, szamani.
Ludzie wysoko cenieni w swojej społeczności, niejednokrotnie pełniący rolę przewodników duchowych. Tym, co ich łączyło była bliska więź ze światem przyrody.
I ich dziedzictwo i wrażliwość na dary ziemi niechaj Cię prowadzą po ziołowych ścieżkach.
Pięknie i mądrze piszesz. Myślę, że twoja książka będzie równie piękna.
Marzena,
Dziękuję. Tak płynie mi z serca, tak właśnie czuję rośliny…
Wszystkiego dobrego Ci życzę.
To, o czym piszesz, wiem już od jakiegoś czasu. Jednak upewniłaś mnie w tym, że powinnam się trzymać tego kierunku. Bardzo Ci dziękuję za wskazówki i przypomnienie pewnych kwestii.
Anita,
Tak, z szacunkiem i miłością do Zielonego Świata Roślin 🙂
Pani Ruto, szukam informacji o wiebrzówce kiprzycy i nie znalazłam. Czy Pani zbiera tę roślinę, czy raczej nie?
Zbieram, ale nie pisałam jeszcze o niej artykułu 🙂